Work Love Travel

Moja codzienność w Kapsztadzie..

Muszę powiedzieć, że codzienność w Kapsztadzie nie jest taka szara 🙂
Po tym jak oswoiłam się z wysokimi płotami, drutami kolczastymi i brakiem swobody zaczęłam się cieszyć codziennością.
Przestrzenią, naturą, pysznym jedzeniem i afrykańskim kolorytem.

Czarek wychodził do pracy a ja zostawałam sama.. za wysokim murem..
Co robiłam w tym czasie?
Jak wyglądało moje codzienne życie z brakiem swobody??
Jak wygląda poziom bezpieczeństwa ??
To wszystko opisałam TU
Dziś chciałam poruszyć temat nieco głębiej i pokazać więcej szczegułów..
By każdy mógł poczuć lekki powiew kapsztadzkiego wiatru..

Jak mieszkałam

We wpisie „Życie za wysokim płotem” opisałam co nie co sytuację.
Mieszkaliśmy z dala od centrum, jednak ta lokalizacja dawała nam (mi) ciekawe możliwości i perspektywy.
Mieszkaliśmy w dzielnicy Century City. Jest to dzielnica biznesowo-mieszkalna. Duży nacisk położony jest tu na bezpieczeństwo, stąd na ulicach można zauważyć wiele kamer i patroli policji. Znajduje się tu także park rozrywki i rezerwat ptactwa. Park rozrywki był zamknięty z uwagi na zakończony sezon turystyczny, jednak bardzo przypadł mi do gustu rezerwat .
Osiedle, jak niemal każde w Kapsztadzie i ogólnie w RPA, było ogrodzone wysokim płotem. Jednak, co mnie cieszyło, nie było na nim drutu kolczastego. Samo osiedle było bardzo ciekawe. Budynki mieszkalne zostały zbudowane między trzema sztucznymi stawami i otoczone były bujną zielenią, o którą codziennie dbali pracownicy.


Część mieszkań – w tym i te, w których mieszkaliśmy – wynajmowana była przez agencje i funkcjonowała na zasadzie podobnej jak pokoje hotelowe. Włącznie z codziennym sprzątaniem, wymianą ręczników czy nawet zmywaniem naczyń. Jako, że mam dwie sprawne ręce, uzgodniłam jedno sprzątanie na tydzień.
Mieszkania nie były bardzo nowocześnie urządzone, ale było schludnie i wygodnie. Szczególnie, że za każdym razem mieliśmy do dyspozycji mieszkanie dwupokojowe. Lubię takie rozwiązanie, dzięki temu łatwiej mi się funkcjonuje podczas delegacji.

Największą „moją radością” jednak był balkon!
Za pierwszym razem był usytuowany na południe więc pomimo panującej zimy mogłam rozkoszować się codziennym słońcem.
Za drugim razem niestety balkon skierowany był na północ i przez cały dzień panował na nim cień i chłód.. Jednak wykorzystałam go do obserwacji ludzi idących do galerii handlowej. A muszę przyznać, że było to całkiem ciekawe doświadczenie 🙂


Na terenie osiedla znajdowała się także mini siłownia i bezpłatny kryty basen z którego kilkukrotnie korzystałam.

Gdzie wychodziłam

Najciekawsze było połączenie osiedla z galerią handlową – dzielił je sztuczny kanał. To było miejsce w którym często przesiadywałam.. Siadałam nad brzegiem z książką i cieszyłam się słoneczkiem.. Po kanale często pływali kajakarze i kaczki 🙂

Jednak to nie wszystko!
Między galerią handlową i rezerwatem ptactwa było ciekawe osiedle domków i ścieżka spacerowa. Czułam się na niej bezpiecznie i niemal codziennie udawałam się na 3 kilometrową przechadzkę tą trasą.
Myślę, że to dzięki tej ścieżce i spacerom brak swobody mi aż tak bardzo nie dokuczał. Rezerwat ptactwa można było obejść dookoła. Trasa wiodła częściowo pomiędzy domków lub biurami a częściowo wśród traw i zieleni jednak cały czas blisko kanałów.
Ludziom którzy mieszkają nad samym kanałem i graniczą z rezerwatem bardzo zazdroszczę! Choć ta miejscówka nie należy do najtańszych 🙂
Zazwyczaj podczas spacerów albo nie spotykałam dosłownie nikogo albo kilka pojedynczych osób – co akurat dla mnie było zaletą.
Po kilku takich wycieczkach znałam tę trasę niemal na pamięć. Jednak cieszyłam się, że mam miejsce w którym mogę spokojnie spacerować.
Wyjeżdżając pierwszy raz do Kapsztadu nie wiedziałam czego dokładnie mam się spodziewać. Brałam pod uwagę, że być może ze względów bezpieczeństwa będę musiała przebywać całe dnie w mieszkaniu. Tak się na szczęście nie stało, nasze osiedle i dzielnica dawały mi zalążek swobody.. Wyprawy nad ocean jednak nie ryzykowałam. Choć dzielił mnie od niego 30 minutowy spacer , wszyscy (w tym miejscowi) mi go odradzali..

Przed wejściem do rezerwatu stoją dwie zabytkowe lokomotywy 🙂

Rezerwat

Wstęp do rezerwatu był płatny ale opłata symboliczna. To miejsce w którym można się wyciszyć.. Choć z powodu stosunkowo niskiej roślinności widać , że jesteśmy pośrodku miasta, panuje tam cisz i spokój.. I tyle kolorów, że głowa mała! Więcej afrykańskich ptaków zobaczycie TU

Co robiłam gdy padało?

Gdy nie potrafiłam wysiedzieć w domu a pogoda nie sprzyjała, zbierałam tyłek i szłam do galerii handlowej. Jest ona bardzo duża i przewyższa powierzchnią największą w Polsce Łódzką Manufakturę.
Dla mnie jako socjologa i obserwatora z pasji wchodzenie do takich miejsc jest bardzo ciekawe. Zawsze interesują mnie zachowania ludzi , ale także wybór sklepów czy porównanie asortymentu oraz cen..

Gdy padało i pogoda była bardzo zła.. szukałam bardziej domowych rozrywek, jak dobra książka czy serial 🙂
Porównanie portali do ich oglądania zrobiłam TU

W Kapsztadzie udało mi się nawet upiec ciasteczka z nudów 🙂

Kawa to mój codzienny rytuał ! Bez względu na miejsce!

Poważne wyjście za płot

Choć bardzo chciałam, wszystkie znaki na niebie i ziemi oraz wszystkie osoby, które pytałam mówiły, żebym sama nie poruszała się po naszej dzielnicy (ani żadnej innej nieturystycznej). Szczególnie z aparatem. Tylko po co miałabym iść bez niego? 🙂
Zdecydowałam zatem, że jednego dnia wybiorę się do centrum taksówką i skorzystam ze możliwości zwiedzania autobusem typu skip-hop . Zapewne zauważyliście takie oferty w innych dużych miastach. Piętrowe autobusy oferują możliwość wsiadania i wysiadania na wyznaczonych przystankach w miejscach turystycznych . Sam przejazd jest również ciekawy, bowiem z górnego otwartego pokładu pięknie widać panoramę miasta a od „lektora ze słuchawek” możemy się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy o mieście i mijanych atrakcjach. Opłatę wnosi się za cały dzień (lub dwa) podróżowania. Można korzystać z dowolnego autobusy linii tyrystycznej. Ja wybrałam ofertę jednodniową, plus rejs po porcie i zwiedzanie slumsów (taki pakiet był w ofercie).
Wybrałam zwiedzanie slumsów nie dla rozrywki, ale bardzo interesuje mnie życie prawdziwych, zwykłych ludzi gdziekolwiek jestem. Chciałam się dowiedzieć jakie są powody dla których Ci ludzie tam się znaleźli oraz w jaki sposób można pomóc. Dodatkowo opłata za zwiedzanie wspiera tą konkretną społeczność.

W Kapsztadzie „czerwony autobus” jak potocznie jest nazywana turystyczna linia,ma 3 trasy między którymi możesz się dowolnie poruszać w ciągu dnia na podstawie tego samego biletu/opłaty. Możesz je zmieniać tak często jak chcesz w zależności od tego co chcesz zwiedzić.
Więcej informacji znajdziesz TU na stronie organizatora.
Ja zrobiłam dwa pełne przejazdy trasami które mnie interesowały oraz wysiadłam w kilku punktach i takim sposobem miałam czas na zwiedzenie sanktuarium ptaków, Slumsów, dwóch portów oraz jednej z moich ulubionych dzielnic Camps Bay.

Czułam się spokojna i bezpieczna i dzięki temu mogłam zwiedzić miejsca, których nie zdołaliśmy odwiedzić podczas weekendów. Gdyby było to tańsze, robiłabym to co kilka dni! 🙂
Cena jednodniowego zwiedzania busem (bilet całodniowy na całą linię) to ponad 50 zł , zwiedzanie slumsów to koszt 25 złotych , a kurs po porcie koło 20 zł. Do tego dochodzi koszt taksówki z mojego osiedla do centrum – kolejne 50 zł..
Po całym dniu zwiedzania umówiłam się z chłopakami (moim mężem i Flaviem, który był wtedy z nami) w centrum (Victoria i Albert) gdzie było bezpiecznie i gdzie mogłam spokojnie się przemieszczać. Zjedliśmy tam kolację i wróciliśmy razem do domu. Dzięki temu nie musiałam zamawiać kolejnej taksówki.

Wyczekane wieczory

Każdy wieczór był najbardziej wyczekanym punktem dnia. Okolicę osiedla znałam już na pamięć. Chciałam wyjść gdzieś dalej.. !
Podczas pierwszej delegacji codziennie szliśmy po pracy chłopaków coś zjeść i się zrelaksować. Oni tego potrzebowali.. Czasami gdzieś dalej gdy tylko wrócili z pracy o sensownej porze..
Podczas drugiej delegacji gotowałam w domu a zaraz po posiłku, jeśli tylko pora pozwalała, udawaliśmy się w miasto 🙂 nawet po zmroku. Znaliśmy już okolicę na tyle, że wiedzieliśmy gdzie możemy się bezpiecznie poruszać. Te wieczory były moim paliwem.. moją energią, by przetrwać kolejny dzień za płotem..
To właśnie tu w Kapsztadzie odwiedziliśmy jedne z lepszych restauracji! Mieliśmy swoich „ulubieńców wśród lokali”, ale nieustannie poszukiwaliśmy także nowych smaków i miejsc. To była dla mnie duża lekcja.. Gdyż ja.. nie lubię próbować ani nowych rzeczy ani nowych..miejsc! 🙂 Dzięki temu wyjazdowi obecnie mam z tym dużo mniejszy problem! Poza tym, ten system pozwalał chłopakom odpocząć po bardzo stresującej pracy a mi poczuć się troszeczkę jak na wakacjach.. chociaż przez chwilę 🙂

Zrobię listę moich ulubionych restauracji jakby ktoś kiedyś potrzebował 🙂

Jednak.. co jak co, ale weekendy były najlepsze!

Weekendy to było to na co wyczekiwałam najmocniej..! Wieczory dawały mi paliwa do kolejnego dnia.. Weekendy dawały mi energię na cały tydzień.. Choć może nie.. chyba były wynagrodzeniem za cały tydzień.. Wtedy czułam , że żyję.. Chłopcy po całym tygodniu ciężkiej pracy patrzyli na mnie dość dziwnie.. Oni byli wykończeni a ja miałam energię za nas troje ! Serio! Nie mieli ze mną łatwego życia 🙂

Dawałam im troszkę odpocząć..

Ale tylko troszkę, bo dzięki temu zwiedziliśmy mnóstwo fajnych miejsc!
Nie wiedziałam czy kiedykolwiek tam wrócimy, więc grafik był mocno napięty.. dzięki temu zwiedziliśmy niemal wszystkie atrakcje! Później okazało się, że to nie był dla nas ostatni raz . Podczas drugiej wizyty mogliśmy się z Czarkiem relaksować i rozkoszować miejscami które już znaliśmy 🙂

Podczas jednego weekendu udało nam się nawet wybrać na safari!
I to było spełnienie moich marzeń! Poczytaj o tym TU

Jeden z kolejnych weekendów zorganizował nam znajomy chłopaków z pracy i pokazał nam pingwiny, wieloryby, zabrał nas do jednej z winiarni i przyrządził tradycyjny afrykański grill goszcząc nas u siebie na działce wraz ze swoim tatą.. Takie momenty są piękne i bardzo je doceniam!

Podczas drugiej delegacji był chill. Zwiedzanie dalszych dzielnic i regionu winiarni:) Przepiękny czas tylko we dwójkę. Czarek pracował już mniej i mogliśmy spokojniej spędzić wieczory.

To były dwie świetne delegacje! I jak widzicie na zdjęciach.. trudno nazwać moją codzienność w Kapsztadzie szarą.. nawet wiedząc, że byłam niejako uwięziona w granicach murów mojego osiedla.. Miałam motywację, by codziennie wyjść! Doceniałam każdy moment! I za każdy jestem wdzięczna! Z niecierpliwością czekałam na wieczór a najbardziej czekałam na weekendy kiedy to mogłam się cieszyć tym pięknym miastem!

Więcej o Afrykańskiej wyprawie poczytasz tu:
RPA
Więcej o Nas poczytasz tu:
O nas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *