Work Love Travel

Trzy dni w Nowym Jorku

Muszę być z Wami szczera.. Kiedy moja przyjaciółka zaproponowała wyjazd do Nowego Jorku byłam bardzo podekscytowana! Jednak moje emocje opadły po tym jak powiedziała , że będziemy tam jedynie 3 pełne dni ( choć tak naprawdę to 5 dni z czego te dwa brzegowe ucięte do połowy i przeznaczone na podróż ).
Początkowo nie wiedziałam ile taki wyjazd może kosztować, jednakże wiedziałam , że podróż za ocean wiąże się z większymi kosztami i większym zmęczeniem dlatego wolałam pojechać na jak najdłużej..

Targały mną sprzeczne emocje i wątpliwości..
Ostatecznie koszt takiego wyjazdu nie był aż tak wysoki ( poczytaj o tym TU) a internet dostarczył informację jakoby trzy dni były wystarczające na zapoznanie się z Nowym Jorkiem. Stojąca przed decyzją postanowiłam zaryzykować stwierdzając jednocześnie , że lepiej być w Nowym Jorku trzy dni niż wcale!

Zrobiłam research wśród śledzonych przeze mnie blogerów i okazało się, że kilku z nich było w Nowym Jorku dostarczając mi wiedzy i informacji.
Zanim jeszcze wiedziałam , że do Nowego Jorku będę lecieć obserwowałam instastory @arounthe7, którym dziękuję za konwersację i pomoc. Dzięki nim dotarłam do nowo otwartego miejsca w Nowym Jorku, ale o tym niżej..
Przejrzałam kilka przewodników na tak krótki okres czasu i zdecydowałam się oprzeć swoją podróż na tym od @traveliciouspl
Informacje od niej bardzo mi pomogły i były głównym pionem do naszego zwiedzania, jednak przez lokalizację mieszkania oraz pogodę musieliśmy ten plan mocno zmodyfikować i jak najwięcej atrakcji upchnąć w dwa dni zostawiając na dzień trzeci jak najmniej..

Oto nasz plan zwiedzania..
Wylądowałam we wtorek koło godziny 13 jednak odbiór bagażu, formalności i podróż do mieszkania zajęły mi tak dużo czasu, że dostałam się do niego dopiero koło 15.30. Miałam kilka godzin na zapoznanie się z okolicą i zakup kolacji dla dwóch moich towarzysze podróży , które miały dotrzeć do mnie po północy. Mieszkaliśmy między dzielnicami Nolita i Chinatown, które mają swój własny niepowtarzalny klimat. Pomimo zmęczenia i chłodu wybrałam się na spacer po okolicy i dotarłam do sklepu Whole Food, który znałam już z naszej podróży do Miami. W sklepie tym jest bardzo fajny bufet z dobrej jakości jedzeniem , które wybierasz sobie sama i płacisz od wagi. Zakupiłam dwa zestawy, które sama skomponowałam oraz kupiłam musli i mleko na śniadanie.
Zaczęło się ściemniać (w kwietniu robi się ciemno koło 18 szczególnie w pochmurne dni) więc zebrałam się do domu i poszłam spać. Obudził mnie telefon od dziewczyn o lądowaniu a później informacja, że dotarły do mieszkania( musiałam im otworzyć drzwi). Była 2 w nocy! Trochę zamieszania, jedzenia i znowu spałam 🙂
Niestety kolejnego dnia rano nie mogłyśmy sobie pozwolić na długie spanie.. !Jednak lepiej zaplanować tak naszą podróż , by dzień przylotu był dniem wolnym. Długie godziny lotu plus zmiana czasu dają w kość. Lepiej się zregenerować i wyruszyć na zwiedzanie z nową energią.

Pierwszy dzień zwiedzania.


Wstałyśmy koło 7.30 jednak połączenie trzech kobiet w Nowym Jorku sprawiło, że potrzebowałyśmy aż 90 minut na wyszykowanie się i wyjście z mieszkania. Miałyśmy dotrzeć w okolice Central Parku, bo najmłodsza uczestniczka naszej wyprawy musiała odbyć lekcję online a chciałysmy też być już bliżej miasta (do tego potrzebny był nam Starbucks z darmowym wifi). W czasie kiedy młoda odbębniała lekcje, my z M. planowałyśmy trasę przy kawie 🙂 Tak naprawdę zaczęłyśmy zwiedzanie dopiero o 10.45 kiedy skończyła się owa lekcja, ale to był czas który wykorzystałyśmy na planowanie dnia i kawę 🙂
Byłyśmy już po kawie i choć plan od Travelicious zakładał zaczęcie od Central Parku, my postanowiłyśmy go zostawić na koniec i się w nim zrelaksować poświęcając mu tyle czasu ile nam zostanie. Zaczynając od niego byłaby presja czasu i nie mogłybyśmy się w pełni rozluźnić.

Zatem zaczęłyśmy od spacerów ulicami 5 ave i maddison. Takim sposobem mogłyśmy poobserowować architekturę i poznać klimat tego miasta.
Dłuższy stop zaliczyłyśmy w Bryant Park i przy przepięknym budynku biblioteki. Jeśli wzięliście kawę na wynos możecie ją wypić przy jednym ze stoliczków umieszczonych pod drzewami. Po drodze minęłyśmy Kościół św. Patryka, który mieści się między wieżowcami i robi duże wrażenie wokół niego było dużo ludzi więc nie wchodziłyśmy do środka.


Dzięki przechadzkom w tej okolicy zobaczysz z bliska Empire state building i Rockefeller Center, gdzie od razy możesz zarezerwować bilet na taras widokowy na późniejsza godzinę.

Chcąc bardziej nasycić się architekturą pieszo doszłyśmy do Flatiron budynku w kształcie żelazka 🙂 Jego okolica też jest bardzo przyjemna dzięki dużej przestrzeni.. Tam również znajduje się Madison square park w którym możesz odpocząć jeśli masz ochotę.


Stąd metrem dostałyśmy się na najpiękniejszy dworzec jaki widziałam. Napewno najpiękniejszy w Nowym Jorku.
Grand Central Terminal .
Zrobił na mnie olbrzymie wrażenie. Z metra wchodzi się na niego niskim korytarzem co pogłębia poczucie wielkości.
Sama hala ma piękny zielony sufit ozdobiony konstelacjami gwiazd który „wisi” nad głową raptem 38 metrów wyżej.
Wnętrze jest świetnie odrestaurowane i pozwala przenieść się zupełnie w czasie.. Patrząc na zegar w centralnym miejscu, wiemy , że jego funkcja była ważna. Ale zupełnie nie odczuwamy, że napędzany szwajcarskim mechanizmem od 1883 roku działa bez uszczerbku . Dodatkowo przez długi okres jego działania dostosowywano wszystkie zegary właśnie do jego czasu! ( W tym 20 000 innych stacji). Historia tego miejsca jest fascynująca!
Początkowo miałyśmy odpuścić ten punkt, ale cieszę się, że tego nie zrobiliśmy!



Zahaczyłyśmy o Rockefeller Center , by kupić bilet na taras widowiskowy Top of the Rock. Możesz to zrobić przez internet, my jednak byłyśmy w mało turystycznym terminie i nie musiałyśmy długo czekać na wejście. Zwróć uwagę , że przed budynkiem stoi kolejka czekających na wejście a nie na kupno biletu. Do środka możesz normalnie wejść w celu zakupu biletu i wtedy poczekać na swoją kolej. My miałyśmy 30 minut do wejścia co wykorzystałyśmy na odpoczynek i nawodnienie 🙂
Koszt wejścia jest wysoki ( nie wyższy niż w innych krajach-miejscach), jednak uważam, że warty swojej ceny (36 $)
Taras widokowy to 3 poziomy w tym jeden z samej góry bez oszklenia a widok robi wrażenie. To miejsce gdzie wszystkie instagramerki robią sobie swoje zdjęcie. Nie mogło i mnie tam zabraknąć 🙂 Byłam na wielu tarasach widokowych w tym na najwyższym na świecie budynku, ale to Top of the Rock zrobił na mnie największe wrażenie!
W drodze na szczyt można też przyjrzeć się fotografią z budowy obiektu. Mnie osobiście aż ciarki przeszły po plecach widząc tych ludzi bez zabezpieczenia na takiej wysokości!
Jeśli pogoda dopisze możecie spędzić tam więcej czasu znajdując topowe budynki na horyzoncie. My niestety trafiłyśmy na taki wiatr, że musiałyśmy szybko uciekać, bo mogłybyśmy stracić głowy!

Po tym punkcie postanowiłyśmy się udać do Central parku zahaczając po drodze o Whole Food ( róg 60 i 8 oraz lewy dolny narożnik Central Parku)
Z zapasem jedzenia udałyśmy się do parku gdzie siedząc na trawie ( tak na prawdę na kamieniu) spokojnie zjadłyśmy. Naprawdę polecam wam tę opcję, bufet w whole food jest duży i różnorodny a jakość jedzenia dobra. Towarzyszyły nam ptaki, wiewiórki ..
Central park jest olbrzymi i ma niesamowity klimat.
Co ciekawe został założony jako eksperyment społeczny w celu asymilacji niższych i wyższych klas społecznych. Jego budowa nie była prosta gdyż teren był bagienny. Tysiące ludzi pracowały nad jego kształtem a teraz tysiące ludzi dbają o jego czystość i bezpieczeństwo.
Niesamowite jest , że w tak dużej aglomeracji i to niemal w samym jej sercu jest miejsce tak duże, zielone i spokojne!

Niestety byłyśmy w kwietniu więc drzewa były jeszcze „gołe” późniejszą wiosną i jesienią musi tu być przepięknie! Kolejny mój wypad do Nowego Jorku zaplanuję, by był albo wiosną w pełnym rozkwicie albo kolorową jesienią..
Jak zjadłyśmy i odpoczęłyśmy udałyśmy się na przechadzkę po parku.
Prawda jest taka, że spacerowałyśmy koło godziny a nie doszłyśmy nawet do połowy parku! W parku znajduje się kilka jezior, mnóstwo placów zabaw i boisk, żeby przejść wszystkie ścieżki mogłoby braknąć tygodnia.
Fajną opcją jest wypożyczenie roweru i przejechanie parku właśnie na nim.
Dajcie sobie troszkę więcej czas, bo park jest różnorodny i co chwilę coś was będzie zaskakiwać.. tak jak np. artyści, którzy umilają spacer swoim śpiewem czy graniem..

Wyszłyśmy z parku na Upper East Side i przeszłyśmy do przystanku metra obok central parku obserwując kolejną stronę miasta.
Dojechałyśmy do mieszkania jak było już niemal ciemno.

Drugi dzień zwiedzania.


Drugiego dnia wstałyśmy koło 7.30 i już po 8 byłyśmy w drodze pieszej na Brooklyn Bridge. Czytałam , że na tym moście trzeba być w miarę wcześnie o ile chce się jakiekolwiek zdjęcia skorzystałyśmy z tej rady. Do mostu miałyśmy koło 30 minut pieszo wybrałyśmy zatem tę opcję, szczególnie, że spacer o rześkim poranku dobrze nam zrobił.

Brooklyn Bridge
to jest jakiś kosmos szczególnie w drodze powrotnej na Manhattan .. Nie dość , że architektura i forma tego mostu jest bardzo ciekawa to jeszcze ten widok..
Most brookliński to jeden z najstarszych mostów wiszących na świecie. Jego budowa zakończona została w 1883 roku po 13 latach budowy. Zaraz po rozpoczęciu budowy zmarł jego projektant a prace dokończył jego syn.

Nie sądziłam, że zrobi na mnie takie wrażenie!
Zeszłyśmy z mostu do dzielnicy Dumbo a po krótkim spacerze zatrzymałyśmy się i zjadłyśmy tam śniadanie ciesząc się porankiem w wersji slow ( może bez przesady, ale dałyśmy sobie czas na celebrację) i wróciłyśmy mostem koło godziny 12. Wtedy już ruch na moście był znacznie większy. I tak dało się zrobić zdjęcie, ale trzeba było poczekać na dogodny moment.
Pogoda nam dopisała a most okazał się bardzo fotogeniczny!

Spod mostu poszłyśmy na Wall street obmacać byka i poczuć woń unoszących się w powietrzu pieniędzy 🙂
Po drodze minęłyśmy Battery Park do którego chciałyśmy wejść , ale zakręciłyśmy się i w sumie przeszłyśmy jego bokiem. Z deptaku w tym parku widać Statuę Wolności, choć trzeba wytężyć wzrok, bo jest daleko od brzegu 🙂 Wam polecam przechadzkę po tym parku , bo jest przyjemny.

Stamtąd miałyśmy już całkiem blisko do World Trade Center i dwóch pomników zbudowanych w miejscach zburzonych wież. Rzadko odwiedzamy miejsca, których historia jest tak świeża więc to zrobiło na nas duże wrażenie.. W wyniku zamachu terrorystycznego w 2001 roku zginęły tam 2973 osoby. Dokładnie pamiętam to zdarzenie do czyni to miejsce jeszcze smutniejszym.


Wokół tego miejsca panuje wyjątkowa aura i spokój. Z jednej strony duża przestrzeń dająca oddech, z drugiej setki istnień i dusz, które otaczając cię z każdej strony nie pozwalając wziąć tego głębokiego oddechu.. młoda historia..tak namacalna, że aż obezwładniająca.

Niedaleko WTC znajduje się przystań z której odpływają promy na Staten Island. Można wybrać taki, który się zatrzymuje na wyspie i spędzić na niej trochę czasu albo taki który tylko dopływa pod nią i wraca. My wybrałyśmy ten drugi. Dziewczyny miały wątpliwości czy gra jest warta świeczki , w końcu koszt takiego godzinnego rejsu to 35$ , ale po nim stwierdziły, że było warto. (Jest dostępny rejs bezpłatny , ale czeka się na niego w kolejce ponad 2h) Widok na cały Manhattan z wody jest niesamowity. To taka godzina ( która szybko mija!) na nacieszenie się widokiem i tym miejsce. To także zobaczenie Statuy Wolności z bliska (ze statku).
Ten najbardziej rozpoznawalny pomnik na świecie to w istocie wizerunek kobiety o wysokości ponad 46 metrów trzymającej w prawej ręce pochodnię a w lewej tablicę z napisem 4 lipca 1776 upamiętniającej dzień niepodległości Ameryki. Została wzniesiona jako symbol wolnej i bogatej Ameryki.
Samo przyglądanie się Statule z bliska sprawiło nam dużo radości.

Nie wspomnę o episkim momencie kiedy z głośników rozbrzmiała Alicia Keys.. 🙂 Ten rejs to był dla nas taki odpoczynek, bo przedreptałyśmy do tego momentu kilka dobrych kilometrów! Ze statku można było zejść na ląd w dwóch miejscach albo przy WTC gdzie wsiadałyśmy albo przy doku Pier 78 i właśnie tam wysiadłyśmy.

Wysiadłyśmy w tym miejscu nie bez powodu! Z relacji @aroundthe7 dowiedziałam się , że mieści się tu nowo powstała i otwarta bardzo niedawno nowa atrakcja o nazwie Vessel.

Vessel to taras widokowy w kształcie szyszki. Piękna konstrukcja w kolorze miedzi jest ciekawą opcją i na ruch (schody w górę, schody w dół) i na zdjęcia. Wejście do tego miejsca jest darmowe, ale trzeba mieć wejściówkę. Wejściówki są rozdawane niedaleko wejścia i są limitowane czasowo.
Masz wyznaczoną godzinę na wejście do obiektu, spędzony w nim czas jest nielimitowany. My miałyśmy chwilę czasu do naszego wejścia więc wybrałyśmy się zjeść lunch. Szyszka graniczy z galerią handlową w której możecie zrobić zakupy i kilkoma restauracjami oraz niewielkim choć nietypowym parkiem High line park, który jest umieszczony ponad powierzchnią między budynkami.

Choć to był długi dzień o zachodzie słońca metrem dojechałyśmy do Times Square. Tam przy shaku i winie poczekałyśmy, aż zajdzie słońce i poznałyśmy Nowy Jork z zupełnie innej strony!

Trzeci dzień zwiedzania

Prognoza była nieubłagana i od pewnego czasu niezmienna. Zakładała, że trzeci dzień naszego pobytu w Nowym Jorku będzie nie tylko zimny , ale i bardzo deszczowy. Niestety sprawdziła się.
Wzięłyśmy to pod uwagę i trzeci dzień zostawiłyśmy na zwiedzanie okolicy w której mieszkałyśmy, zakupy i relaks.

Pogoda była nieciekawa i z każdą godziną się pogarszała. Deszcz i przeszywający ziąb.. Spacerowałyśmy w okolicy wchodząc co chwila do jakiegoś sklepu lub na kawę by się ogrzać. Tego dnia postanowiłyśmy stać w kolejce do ponoć najlepszej pizzy w Nowym Jorku. 40 minut czekania zaowocowały dobrą, gorącą pizzą zjedzoną na stojąco, bo w lokalu nie ma stolików.. 🙂

Soho

M. załatwiała nasze noclegi tak byśmy Soho miały bardzo blisko i rzeczywiście z tą dzielnicą dzieliło nas jakieś 20 minut pieszo, może mniej..
Jest tu mnóstwo drogich butików i galerii. W jednym wyglądającym jak second hand Pani pracująca dla Vogue wystawiała swoje suknie warte po kilka kilkanaście tysięcy dolarów 🙂
Dzielnica ma niesamowity klimat i architekturę, choć pewnie przyjemniej chodziłoby się w słoneczku 🙂

Nolita, chinatown, little Italy
To graniczące ze sobą i Soho dzielnice, które można przejść pieszo. Każda ma zupełnie inny klimat.
Nolita jest dzielnicą młodych artystów, czuć z niej ducha alternatywy . Między normalnymi budynkami mieszczą się małe galerie i sklepiki.
Chinatown to całkiem spora chińska dzielnica, z chińskimi sklepami i restauracjami.
Little Italy to analogicznie dzielnica włochów. Kolorowa i pachnąca jedzeniem.
Te wszystkie dzielnice zwiedziłyśmy troszkę przy okazji obierania równych przystanków metra.

Po tych pieszych wycieczkach musiałyśmy się ogrzać w domu. Miałyśmy w planach zwiedzanie jakiegoś muzeum lub dużej galerii, ale w Soho weszłyśmy do kilku małych i byłyśmy tak zziębnięte , że wróciłyśmy do domu. Jednak pomimo okropnej pogody postanowiłyśmy wyruszyć jeszcze na Times Square wieczorem ja zrobić zdjęcia w deszczu a dziewczyny na zakupy.

Odbijające się od mokrej nawierzchni neony zrobiły robotę!

Miło spędziłyśmy czas odwiedzając kilka sklepów, porównując asortyment i robiąc sobie makijaż w Sephorze 🙂 Takie babskie rzeczy 😀

W sumie na nogach w 3 dni zrobiłyśmy 53 kilometry. Gdyby nie pogoda trzeciego dnia mogłybyśmy dobić do 60!
Dlatego zabierz do Nowego Jorku wygodne buty! Nie zawsze jest możliwość jechania metrem.
Tak czy inaczej zwiedzenie Nowego Jorku w 3 dni jest możliwe! Cztery dni z ładną pogodą zmniejszyłyby intensywność i zmęczenie, ale jak się nie ma co się lubi .. 🙂 Polecam Wam nie zwiedzać w dni podróżne, bo mi dojazd do lotniska metrem zajął 3 godziny z planowanych 1.5 ! Na lot, który był o 15 wyruszyłam z domu po 11, żeby mieć zapas czasu i całe szczęście. Lepiej się nie stresować i zwiedzać bez presji czasu..

Najważniejszą rzeczą w Nowym Jorku jest mapa. My korzystałyśmy z google maps. Wyznaczałyśmy sobie trasę korzystając z domu i darmowych hotspotów , żeby nie kupować karty sim. I to się udało. Darmowy dostęp do Wifi jest w niemal każdej stacji metra, Starbucksach i na niektórych skwerkach ( tak jak np. Meddison Square ). Mapy offline nie działają dla tras pieszych, ale warto jest sobie zgrać dla posiadania samej mapy .

Nie zawsze trzeba trasę wyznaczać , jednak warto kontrolować drogę, którą się idzie. Tak samo robiłyśmy w poszukiwaniu dojazdu do domu. Korzystając z wifi w metrze sprawdzałyśmy dostępność tras ( klikając najmniej przesiadek). Nowy Jork jest dużym miastem, ale jest do ogarnięcia. Używajcie internetu oraz pytajcie ludzi! Nowojorczycy są bardzo życzliwi i pomocni. Więcej rad w TYM wpisie.

Mam nadzieję, że poczuliście atmosferę Nowego Jorku !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *