Work Love Travel

Wszystkie moje błędy dotyczące pakowania.

Każdy popełnia błędy. Ponoć są ludzie, którzy się na nich uczą .. Jeśli chodzi o pakowanie, chyba ani razu nie udało mi się spakować idealnie.. Zawsze czegoś zapomnę lub spakuję nie to co trzeba.. Też tak macie?? Nie przejmujcie się! Ja wyjeżdżam od 8 lat a wciąż mam z tym problemy !

Są dwa powody dla , których nie udaje mi się spakować idealnie. Pierwszy, że po ośmiu latach wyjeżdżania włącza się syndrom podróżnika. Myślisz, że już masz takie doświadczenie, że możesz się spakować na pół godziny przed wyjazdem..
No tak.. potrafię to.. Jednak szansa, że czegoś nie zabiorę jest wielka!

Nie mówię, że macie się pakować na tydzień przed podróżą.. Ja nie mam zazwyczaj na tyle wcześnie informacji o wyjeździe.. Z resztą nawet jakbym miała.. W tydzień jestem w stanie zmienić decyzję o tym co zabieram 7 razy.. Kiedyś pisałam Wam o tym jak być gotowym na nagłe wyjazdy (o TU). Zorganizowanie się w domu pomaga uniknąć stresu i rzeczywiście skraca czas pakowania..
Jednak… pomimo gotowości zdarza mi się zawsze o czymś zapomnieć.. Czasem podczas pakowania zapominam mózgu.. a wtedy to jest najgorzej !

Drugi powód bardziej prozaiczny związany z tym, że pakowanie delegacyjne musi zakładać margines błędu i w walizce musi się znaleźć wszystko czego możesz potrzebować na dłuższy okres czasu. Bardzo ogólnikowy opis , prawda?? Zapraszam więc do przykładów..

Moje historie .. kolejność losowa 🙂

Najdroższa zapominalska!

Chciałabym napisać, że zrobiłam to raz.. niestety nie byłaby to prawda.. Zapominanie podczas pakowania jest u mnie notoryczne! Jak zapomnisz czegoś taniego nie ma problemu.. jednak jak zapomnisz ładowarki do aparatu to może się okazać bardzo kosztowna sprawa!

Przekonałam się o tym w Niemczech kiedy chciałam kupić ładowarkę do mojej lustrzanki. Nie było takiej dostępnej w sklepie a nie miałam czasu na zamawianie w internecie. Bo nie dość , że nie wzięłam ładowarki, to jeszcze bateria w mojej lustrzance okazała się rozładowana! Jedynym wyjściem było kupno uniwersalnej ładowarki, która kosztowała mnie 150 zł i od tego czasu leży w domu i się kurzy..

Przekonałam się o tym także w Kapsztadzie kiedy zapomniałam ładowarki do mojego małego aparatu Olympusa.. Ten aparat nie rzuca się w oczy, jest mały , poręczny i odporny na trudne warunki więc łatwo robić nim zdjęcia wszędzie gdzie jest potrzeba.. Okazało się, że kupienie kabla do malucha (jak go pieszczotliwie nazywam), który ma specjalną końcówkę w Kapsztadzie jest niemożliwe gdyż Olympus nie jest u nich popularną marką.. Zostałam więc bez małego aparatu..

Ogólnie zawsze mam ze sobą sporo sprzętu, więc często zdarza mi się nie zabrać jakiegoś elementu ze sobą.. Notorycznie zdarza mi się zapominać kart pamięci łącznie z tym, że podczas ostatniej wycieczki dopiero po 30 minutach i 100 wykonanych zdjęciach zorientowałam się , że a moim aparacie nie ma karty.. Obecnie ustawiłam, że nie może zrobić zdjęcia bez karty.. Tak, bym zorientowała się wcześniej 🙂

Walizka niepotrzebnego sprzętu!

To zdarzyło się pół roku temu.. W lipcu lecieliśmy na Sri lankę gdzie miałam plan odkrywać rafy koralowe.. Do tego celu zabraliśmy pół walizki sprzętu.. Gogle, rurki, płetwy, okularki, kamerkę, koszulki do pływania.. Nie ma tego dużo jednak, zajmuje sporo miejsca.. Na miejscu zastaliśmy bardzo wzburzony ocean.. Po naszych pytaniach o pogodę okazało się, że w czasie w którym tam byliśmy nie ma możliwości na jakiekolwiek pływanie w oceanie gdyż jest to czas w którym są silne prądy. I nie, że akurat ten tydzień.. generalnie od maja do października.. Na żadnym portalu nie było informacji o tym , że na Sri Lance pływanie w oceanie jest możliwe tylko w tym wybranym okresie..ja bynajmniej na taką informację nie natrafiłam.. A może za mało szukałam.. ??

Sukienka i trapery.

Nie jestem fashionistką. W delegacji najważniejsze jest dla mnie żeby mieć ubrania wygodne, gdyż w delegacji zwiedzam, spaceruję i siedzę w domu.. Potrzebuję ubrań dostosowanych do takich aktywności..
Zawsze zabieram jedną rzecz ładniejsza, którą mogę ubrać w razie jakiejś proszonej kolacji. Statystycznie na każdej delegacji się taka zdarza. Raz zabrałam ładną sukienkę.. bardzo dobrze, bo nadarzyła się okazja , by ją założyć.. Kierownik Czarka zaprosił Nas do restauracji.. Problem jednak polegał na tym , że zabrałam tylko sukienkę.. Nie zabrałam do niej butów.. I takim sposobem ładna sukienka skomponowała się z traperami w których na co dzień chodziłam po mieście..

Jest ciepło mówili..

To jedna ze zmór pakowania się do nieznanego miejsca.. Kilka razy popełniłam ten błąd.. I pewnie popełnię go nieraz..
I tak pakując się w delegację do Japonii na przełomie marca i kwietnia spakowałam rzeczy wiosenne, dopasowane do średniej temperatury w tym okresie.. Był to już mój trzeci raz w Japonii, znałam więc nieco klimat tam panujący.. Zabrałam wiosenną wiatrówkę, lekkie sweterki, koszulki.. Przypadkiem zabrałam lekkie dzianinowe ponczo, które miałam zarzucać na te koszulki podczas tych wiosennych dni..
Na miejscu okazało się, że nie jest tak ciepło jak się mogło wydawać.. I o ile w dzień metodą na cebulkę jakoś przetrwam, to wieczorami kiedy szliśmy coś zjeść temperatura spada do 0 stopni i nie było już tak wesoło.. Dzięki Bogu spakowałam to ponczo.. Dokupiłam do niego szal.. Pod kurtkę ubierałam metodą na cebulkę wszystko się pod nią mieściło.. A na nią owe ponczo.. Wyglądałam pewnie jak buka..jednak było mi ciepło.. Po rozmowie z Japończykami okazało się , że to najzimniejsza wiosna od przynajmniej 10 lat ! Ciepło zrobiło się dopiero jak wyjeżdżaliśmy..
Lucky we!


To samo mogłabym powiedzieć o Kapsztadzie w lipcu.. W lipcu w Kapsztadzie panuje zima, to wiedziałam, jednak nie przypuszczałam , że w Afryce może być tak zimno.. Musiałam tam kupić nowe ciepłe ubrania..w tym ciepłe kapcie, bo w mieszkaniach nie ma ogrzewania!
Najgorsze przeżyliśmy jednak jadąc koło września kawałek od Kapsztadu na safari.. NIGDY nie przypuszczałabym, że na Safari może być tak zimno.. Dwie godziny w samochodzie bez szyb o piątej rano pamiętam do dziś.. Miałam na sobie wszystkie ubrania, byłam przykryta kocem miałam ubraną polarową czapkę zakupioną właśnie tam.. (zdjęcia szukaj gdzieś poniżej) Szczególnie, że w tym samym czasie w Kapsztadzie (który jest geograficznie niżej) chodziłam w lekkim sweterku !



Jeszcze jedna historia, jak w grudniu jechaliśmy do mojego brata do Anglii. Moja mama była u niego ponad miesiąc wcześniej, więc zapytałam jej jakie ubrania mam wziąć ze sobą.. Doradziła mi, żeby zabrać kurtkę przeciwdeszczową, ale nie brać zimowej , bo tam jest ciepło.. Miałam walizkę podręczną w której musiałam zmieścić jeszcze aparat więc ubrania musiały być przemyślane.. Tak oto na miejscu okazało się, że wcale nie jest tak ciepło. Bo (szokujące!) w grudniu także panuje tam zima! I choć nie ma mrozów jak u nas wilgotność powietrza też jest inna. Dobrze, że dostałam w prezencie ciepły szal-koc od bratowej, bo inaczej zamarłabym na amen!


Morał płynie z tego taki, żebyście nie wierzyli innym, ani nawet serwisom.. Pogoda może być nieprzewidywalna.. A kiedy jedziesz w delegację i będziesz w danym miejscu kilka-kilkanaście tygodni musisz być gotowa na wiele! Najważniejsze to mieć takie ubrania, które możecie na siebie ubrać razem.. Metoda na cebulkę jest najlepszym rozwiązaniem w takich momentach. Jednak ważne, by twoje ubrania w walizce Ci ją umożliwiały.. 🙂 Od pewnego czasu zabieram ze sobą także ciepłe skarpety, które służą mi do chodzenia po domu.. Przydają się nie tylko zimą.

Umiesz liczyć , licz na siebie!
To też historia , która powtarza się u mnie cały czas odnośnie wielu rzeczy..
Pamiętacie historię z początku 2018 kiedy to liczyłam , że mąż ma w delegacji coś do czesania włosów?? Tak.. liczyłam, bo w domu ma 2 szczotki i trzy grzebienie.. On jednak zabrał najmniejszy grzebień świata.. taki do czesania wąsów.. I takim sposobem dwa tygodnie nie czesałam włosów..
No dobra czesałam kilka razy, ale wymagało to dużego nakładu czasu i poświęcenia wielu włosów.

Włosy w delegacji nie rosną..
To mit z którym mierzę się co jakiś czas bardzo boleśnie..
Nie wiem jak to jest, ale jedną z rzeczy które zapominam najczęściej jest pęseta do brwi.. Drugą golarka..
I tak wmawiam sobie mit , że włosy w delegacji nie rosną, szczególnie wtedy kiedy zapomnę ich spakować! Niestety.. wmawianie nie działa.. I tak w domu mam kolekcję pęset z różnych zakątków świata..

Zrób sobie hybrydę mówili, będziesz piękna mówili!
Taaak.. na jadą delegację zrobiłam sobie hybrydę nie po raz pierwszy z resztą.. Prawie 5 tygodni, ale pomyślałam, że jakoś dam radę.. Taaaak.. Optymistyczne to było założenie.. Po niecałym tygodniu połamał mi się jeden paznokieć, po całym tygodniu odszedł drugi.. i tak jeden za drugim odpadały z klasyfikacji dla najpiękniejszej dłoni w delegacji.. Nie wiem co miało na to wpływ.. Czy podróż, zmiana diety, zmiana wody.. nie wiem.. Ale do dwóch tygodni nie wiałam już chyba ani jednego paznokcia.. Wiele czasu i energii kosztowało mnie to , by je ściągnąć jakoś sensownie.. Pokusiłam się o ładne paznokcie w delegacji.. I takim sposobem miałam najgorsze w całej karierze..

Nie eksperymentuj!
To kolejna wtopa, którą zrobiłam kilka razy.. Miałaś tak?? Idziesz do drogerii na zakupy przed wyjazdem i napotykasz kilka ciekawych produktów.. Fajniejszy krem, mocniejsze serum, cięższa odżywka do włosów.. Myślisz sobie.. ot! właśnie tego potrzebuję! Wezmę ze sobą na wyjazd, przetestuję! Często nawet przetestowałam z raz w domu..
Jednak! Wyjazd to zmiana wody, odżywiania, flory.. Często wiatr, słońce, chlor.. To trudne warunki dla skóry i włosów.. Które dodatkowo muszą się użerać z nowym produktem, który im zafundowałaś..
Takim sposobem kilkukrotnie nie umiałam dojść do ładu ze skórą i włosami.. Raz wyglądałam jak pudel, raz jak nastolatka z policzkami pełnymi niedoskonałości a raz jakbym myła włosy olejem.. Codziennie.. Którą wersję wybierasz? Nie eksperymentuj! Bierz ze sobą tylko sprawdzone produkty, chyba , że marzy Ci się metamorfoza 🙂

Podsumowując..

Szewc bez butów chodzi.
I nawet mnie zdarza się źle spakować.. I nie nauczyć się na błędach..
Albo nauczyć zbyt dobrze.. I po takim wyjeździe gdzie miałam za dużo rzeczy na kolejny pakuję za mało.. I jak na jednym brakuje mi pozycji do czytania to na następny biorę pół biblioteki książek i nie czytam ani jednej!
Pakowanie wakacyjne wiele może wybaczyć.. wszak to tylko dwa tygodnie.. Do tego zazwyczaj w ciepłym miejscu więc i ubrań nie potrzeba zbyt wiele.. Pakowanie delegacyjne jet znacznie bardziej wymagające..Trzeba przewidzieć czego możemy potrzebować, dostosować to do pogody i włączyć granicę błędu.. To chyba nigdy się nie uda! Może dojdę kiedyś do tego, by nie zapominać podstawowych przedmiotów..
System pakowania i samo pakowanie idzie mi świetnie.. muszę tylko dopracować zawartość walizki i będzie super! 🙂

Lista rzeczy jakich nie warto zapominać podczas wyjazdu..:

  • Dokumenty.. (bez nich może być problem wyjechać.. albo wrócić jak już uda się jakimś sposobem wyjechać.. )
  • Portfel.. (Raz próbowaliśmy, nie wyszło :))
  • Leki (no w moim przypadku mogłoby się to skończyć tragicznie. Nawet jeśli jednak nie jesteś chora/y przewlekle weź grupę leków od popularnych dolegliwości.. Jak mówi przysłowie lepiej nosić niż się prosić.. A i w aptece trudno się czasem dogadać.. ) Proponuję też je dobrze policzyć.. bo zdarzyło mi się zabrać za małą ilość leków.. I to wtedy jest duży problem!
  • Sprzęt fotograficzny i elektroniczny ze wszystkimi ładowarkami.. Bo po co Ci laptop bez ładowarki.. Albo statyw bez złączki.. Wiele rzeczy można dokupić na miejscu docelowym, ale nie wszystko jak widać powyżej. Tu proponuję żebyś zrobił/a sobie listę wszystkiego co potrzebujesz.. (mówię to też do siebie) Każdego kabla i każdej złączki.. Przed wyjazdem wydrukujesz (ojj.. ja też!) i ciachu-machu sprawdzisz obecność!
  • Kosmetyki i sprzęt beauty.. Tak.. mogę Ci potwierdzić, że trudno się żyje nawet dwa tygodnie bez szczotki.. Bez pęsety i golarki.. Bez odżywki do włosów wyglądam jak pudel.. A połączenie bez szczotki- bez odżywki może się zakończyć tragicznie! Nie eksperymentuj także z nowymi produktami.. szczególnie jak masz zabrać na wyjazd tylko je..
  • Skomponuj z własnych ubrać zestawy. W tym momencie wiele ubrań u mnie odpada, bo orientuję się, że są rzeczy, które nie pasują do reszty lub pasują tylko do jednej z nich.. Układając je koło siebie widzisz co się z czym łączy. a co nie pasuje. Takim sposobem będziesz mieć rzeczy, które możesz między sobą łączyć.
  • Dopuść margines błędu. Nawet jeśli jest małe prawdopodobieństwo, że coś się wydarzy.. Ja jestem przykładem , że lepiej być gotowym na różne scenariusze. Dziś wiem, że podczas dłuższego wyjazdu mieć za dużo ubrań niż za mało.. Oczywiście w granicy rozsądku.
  • Zabieraj rzeczy , które lubisz. Zdarzyło mi się zabrać rzeczy, które mało używam w domu na wyjazd.. Kończy się zazwyczaj tak samo.. Albo się denerwuję, albo i tak nie używam/ubieram tego co zabrałam..Jeśli już chcesz wziąć mało używaną w domu rzecz to weź jedną, a nie pół walizki.. Mnie się ponczo w Japonii przydało choć w domu go często nie nosiłam 🙂

Sam moment pakowania jest dla mnie przyjemnością.. Lubię ładnie poskładane rzeczy układać jak puzzle w walizce..
Kilka zasad odnośnie samego pakowania:
-Ciężkie przedmioty pakujemy na dół walizki ( dół jest tam gdzie kółka lub dno). Inaczej szczególnie jak w walizce jest minimalny luz może się okazać, że wasz szampon przewędrował całą walizkę aż z tego wszystkiego popuścił i wasze ubrania nadają się jedynie do prania!
-Zabezpiecz płyny. Historia z powyżej.. Nie ufaj zakrętkom..Pakuj płyny w osobne , najlepiej szczelne opakowania (worki strunowe, worki szczelnie zawiązane)
-Szklane przedmioty starannie zawiń w obrania (i najlepiej wsadź w sam środek walizki tak by miały możliwie najlepszą amortyzację) . Oznacz walizkę , że zawiera szkło i przedmioty delikatne, jest szansa, że twoją walizką nie będą rzucać. (specjalne nalepki na lotnisku)
-Pakuj walizkę na ścisk. To ważne, by nie mieć dużego luzu w walizce, bo przez to walizkę będzie łatwiej zniszczyć a i rzeczy w niej będą mniej bezpieczne. Tyczy się to także walizek w policarbonu.
-Zapoznaj się z tym czego nie wolno przewozić w bagażu rejestrowanym. A jest to m.in. powerbank i baterie.. Jeśli tego nie zrobisz celnicy otworzą twój baraż i wyciągną potencjalnie niebezpieczne rzeczy. Walizki są prześwietlane na każdym lotnisku.
-Zapoznaj się także z informacjami czego nie można wwozić do danego kraju.. Walizki są prześwietlane i za niedostosowanie się do przepisu może Cię spotkać kara.
-Sprawdzaj walizkę zanim wyjdziesz z lotniska. Szkody musisz zgłosić będąc jeszcze na lotnisku..
-Nie przewóź wartościowych rzeczy z walizce. Stara zasada jak świat.. Z walizek giną różne rzeczy.. same walizki też giną..
-Stąd zasada kolejna.. mieć w bagażu podręcznym zestaw na przetrwanie.. (majtki, koszulkę i inne bez których nie przeżyjesz ani dnia i których nie da się kupić)
-Pakuj rzeczy wyprasowane. To rzecz, której obecnie już nie stosuję z lenistwa. Ale prawda, że tak jest lepiej i wygodniej. Szczególnie jak na miejscu okazuje się, że nie ma żelazka a Ty idziesz na drugi dzień do pracy i musisz jakoś wyglądać.. (tak, to też z doświadczenia).

Znajcie już moje błędy i moje rady. Nauczcie się na nich. 🙂

Macie jakieś inne rady lub śmieszne historie?? Chętnie je poznam!
Dzielcie się nimi w komentarzach!

Poznajmy się lepiej:
O Nas (klik)
Plusy delegacyjnego życia (klik)
Nie jesteśmy normalni (klik)

Inne wpisy z tej tematyki:
Bądź gotowy dziś do drogi (klik)

Wyjazdowa kosmetyczka (klik)
Jak się przygotować do długiej podróży (klik)

Bagaż podręczny bezbłędnie i sprytnie spakowany (klik)


Będzie nam miło jak zaznaczysz swoją obecność i skomentujesz <3

Odpowiedź do artykułu “Wszystkie moje błędy dotyczące pakowania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *