Work Love Travel

Kiedy marzenia i plany zmieniają się w cele..

To nie będzie wpis motywacyjny..
Broń też Boże nie myślcie, że jesteśmy tacy ambitni i konsekwentni , że zamieniamy słowa w czyny..
Nie.. ale ten rok miał być inny i taki był.. Sama nie wiem dlaczego i jak..ale w tym roku przechodziliśmy do działania bardzo szybko..

Ostatnie 7 lat spędziliśmy na wyjazdach kontraktowych i ogarnianiu domu (rodziny, zdrowia i wszystkiego co można w domu w tym przeprowadzka i remont) zrzucając odpoczynek i wyjazdy wakacyjne na plan dalszy. Niby chcieliśmy gdzieś wyjechać, ale zawsze było mnóstwo wymówek czemu tego nie robić. Szkoda pieniędzy, mało czasu, dużo roboty, a to dopiero skądś wróciliśmy a to niedługo gdzieś jedziemy (do pracy).. Albo też nie potrafiliśmy się zorganizować . Jak wiecie nasze życie jest nieprzewidywalne i wakacji nie jesteśmy w stanie zaplanować z wyprzedzeniem. Projekty zmieniają czas trwania, daty wyjazdów (nawet o 2-3 miesiące)  a urlopy w domu trwają  maksymalnie do 3 telefonu..
Trzeba umieć się zorganizować szybko, czyli podjąć decyzję i działanie JUŻ.
To sprawiało nam najwięcej problemu.. nieraz nawet przeglądaliśmy oferty, ale zanim podjęliśmy decyzję było już za późno..
W zeszłym roku osiągnęliśmy chyba maksymalne zmęczenie materiału ciągłą pracą, problemami zdrowotnymi, problemami różnorakimi.. Postanowiliśmy sobie, że ten 2018 rok będzie rokiem naszych podróży. Postanowiliśmy wyjeżdżać częściej nawet jeśli na krótko. Bez większego planowania. Po prostu słowa przekuć w czyny..

Szokujące jest to, że to się udało. Nieraz mówiliśmy sobie, że trzeba częściej wypoczywać (że w ogóle trzeba!)  i nic się nie zmieniało.
W zeszłym roku w notatniku zapisałam cztery kraje, które odwiedzimy w 2018 roku. Były to kraje, do których wyjazd odwlekaliśmy od jakiegoś czasu..
Co było na liście?
-Hong Kong
-Sri Lanka
-Miami
-Szwajcaria zimą lub Finlandia
Ambitnie! Ale pomyślałam „grubo albo wcale!”  Zakładając, że wykonamy maksymalnie połowę planu.. no dobra zakładałam , że wykonamy jedną podróż.. I to na naszą rocznicę.. Bo to było coś co planowaliśmy długo..

Jak wyglądał nasz rok?
Mój rok był domowy.. Chyba najbardziej domowy ze wszystkich delegacyjnych lat. W domu zatrzymało mnie zdrowie własne i mojej rodziny a także sprawy rodzinne.. Do tego Czarek miał home office co się też często nie zdarza..
Mieliśmy zacząć od Sri Lanki koło lutego, gdyż wtedy są najmniejsze deszcze a ten kierunek odkładaliśmy od listopada zeszłego roku. Niestety początek roku był poświęcony pracy a i ja załapałam się na krótką delegację w Holandii . Już myślałam , że nici z naszego planu, aż tu nagle (po wielkich bojach poszukiwania kierunku-poczytaj o tym TU) w maju polecieliśmy na Cypr.. Całe dziesięć dni otuleni w turkusie wody i moje urodziny których tak jeszcze nie świętowałam.. Polecieliśmy z biurem podróży a na miejscu wynajęliśmy auto niemal na cały pobyt..
Było fantastycznie o czym możecie poczytać TU

Był to fantastyczny urlop i reset.. Bez presji za to z otwartą głową.. Jeździliśmy autem po naszej części wyspy podziwiając widoki, piękne plaże i jedząc dobre jedzenie.. I moglibyśmy szarpać zwiedzanie , ale zdecydowaliśmy cieszyć się czasem i korzystać z niego a nie odhaczać punkty na liście do zwiedzania..

W tym roku wypadała także nasza 10 rocznica ślubu. Chcieliśmy uczcić tą okazję w sposób wyjątkowy.. Po sprawdzaniu wielu kierunków zdecydowaliśmy się na uprzednio planowaną Sri Lankę.. Bardzo chciałam lecieć na Filipiny, ale po natłoku sprzecznych informacji na temat bezpieczeństwa tam odpuściliśmy temat..

To był jedyny w pełni zaplanowany urlop i odbył się w terminie (!)

Tą podróż zorganizowaliśmy bez biura podróży.
W czasie rezerwowania biletów, nasz lot niespodziewanie podrożał na tyle , że skłoniło nas to do większej kreatywności.. Zrobiliśmy sobie przystanek w Dubaju i upiekliśmy dwie pieczenie na jednym ogniu za tą samą cenę!
Połączenie dwóch skrajnych miejsc było ciekawym doświadczeniem.. Wylot z bogatego i pełnego przepychu Dubaju i lądowanie w prostym i biednym kraju jakim jest Sri Lanka było szokujące ale i uczące.

Na tym nasze wyjazdy miały się skończyć. Czarek trochę pracował w domu,  kończyliśmy remont, aż tu nagle wieść o moim rychłym pobycie w szpitalu rozgrzała moje serce do wyprawy do Miami.. Nie wiem dlaczego ale poczułam nagłą potrzebę wizyty w Miami.
Na poprzednie dwie podróże wydaliśmy sporo pieniędzy, doszedł remont więc podróż do Miami (choć w naszych planach była od 4 lat co najmniej) była odkładana i odkładana.. W Miami mieszka brat Czarka i choć jest tam od 10 lat nie udało nam się nigdy go odwiedzić..
Tego września poczułam chęć i wręcz potrzebę tej podróży.. Na naszą decyzję złożyły się także wstępne plany pracy i projektów , które nie dawały nam możliwości planu takiej podróży co najmniej do marca.
I ta podróż rzeczywiście sprostała moim realnym potrzebom.. Nie tym, że to było Miami.. Ale tym duchowym. Jakie osoby tak spotkałam i jakie rozmowy odbyłam. To było to czego w tamtym momencie potrzebowałam i na co byłam gotowa..

Choć wyjazd do Miami planowaliśmy na okres miesiąca i zwiedzanie innych miejsc w Stanach musieliśmy się zadowolić dwoma tygodniami..
I  wspomnę tu wymianę sms’ów między Moim Czarkiem a jego bratem..:
„Hej, co Ty na to jakbyśmy do Ciebie wpadli w odwiedziny?”
„Moje drzwi zawsze są dla Was otwarte”
Dwa dni później:
„To będziemy jutro w Miami”


Od słowa „jedźmy do Łukasza” do siedzenia w samolocie minęło 7 dni..

A byłoby mniej gdyby lepiej loty spasowały 🙂

Teoretycznie cztery miejsca są odhaczone na liście.. W większości nie te , które były planowane, ale to nie ma znaczenia.. Jakby doliczyć wizytę na Sylwestra u mojego brata to z początkiem roku byliśmy tydzień w Wielkiej Brytanii jeszcze..
Ten rok jest w jakimś stopniu przełomowy dla Nas.. Takim sposobem od grudnia zeszłego roku odwiedziliśmy wakacyjnie razem 7 krajów ( ! ) czyli więcej niż w ostatnich 7 latach !

Oboje czuliśmy potrzebę odnalezienia siebie poprzez podróże.. Oboje czuliśmy niezwykłą chęć poznawania i doświadczania.
Mogę śmiało powiedzieć, że ten rok odbije się na mnie i mojej duszy..
Poprzez otwartość z jaką podróżowałam wyniosłam z tych podróży znaczenie więcej niż przypuszczałam..


I mam nadzieję, że mój mąż tego nie przeczyta.. Mam chrapkę na jeszcze jedną wyprawę w tym roku 🙂 choć to mało prawdopodobne wiem, że niemożliwe nie istnieje!

Więc.. jeśli odkładacie jakąś podróż od dłuższego czasu.. po prostu to zróbcie! 🙂

Jeśli martwicie się o pieniądze.. powiem Wam, że jeśli odpowiednio bardzo czegoś chcecie to i pieniądze się znajdą. Poprzez umiejętne ich wydawanie i przede wszystkim oszczędzanie. Uważam , że każdego stać na podróże (co nie oznacza, że wszystkich na każdą podróż) . Dodatkowo powiem Wam coś z mojego doświadczenia.. Pieniądze są a zaraz ich nie ma.. I znikają nie wiadomo gdzie.. Te wydane na podróże NIGDY* nie są wydane bezsensownie.

*Nigdy jeśli podróżujesz z otwartym sercem i głową. Nigdy jeśli spełniasz swoje marzenia. Nigdy jeśli wypełniasz swoje przeznaczenia i realizujesz potrzeby..

Odpowiedź do artykułu “Kiedy marzenia i plany zmieniają się w cele..

  1. Pingback: Podsumowanie roku – Work Love Travel

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *