Work Love Travel

My

Witajcie!

Jesteśmy Magda i Czarek i jesteśmy małżeństwem od niemal 10 lat.
Jesteśmy tacy jak Wy. Być może różni nas tylko to, że 8 lat temu postanowiliśmy zmienić swój tryb życia na dość niekonwencjonalny. Zaryzykować dla miłości i zaryzykować dla szczęścia. Czy się udało?

8 lat prowadzimy „delegacyjne” życie, mieszkając w różnych miejscach na Ziemi, ale także zmagamy się z rozłąką, gdyż nie w każdą podróż możemy udać się razem.

Ale po kolei:

Mój mąż jest inżynierem i jego praca wiąże się z wyjazdami. Pierwsze z nich były delegacjami z polskiej firmy, w której pracował. Obecnie, od kilku już lat, wyjeżdża jako inżynier kontraktowy – freelancer. Mimo to wyjazdy te wciąż z przyzwyczajenia i dla przekory nazywamy „delegacjami”.
Ja jestem fotografem, artystą, socjologiem a także kurą domową 🙂

Dlaczego wyjeżdżamy?

To bardziej złożona sprawa. Postaram się to tu streścić a na dłuższą opowieść przyjdzie czas..
Mój mąż pracuje w takiej branży, której naturalną częścią są wyjazdy po całym świecie. Tak było już w czasach narzeczeńskich kiedy na 4 miesiące przed ślubem został oddelegowany na czas 3 miesięcy do Indii.. Potem kilka delegacji przeplatanych z wizytami w domu.. A na koniec (przed kryzysem) bardzo długi projekt, w trakcie którego widywałam męża 1 weekend w miesiącu.
Nie wytrzymaliśmy takiego tempa. Ja nie wytrzymałam. Nie chciałam tak dłużej żyć. Groźba rozwodu była bardzo realna. Muszę tu zaznaczyć, że to nie było tak, że pewnego dnia zadzwoniłam i powiedziałam „to koniec, nie daję rady”. To był dłuższy proces kiedy dzień po dniu nasz związek się rozpadał. To były prośby i sygnały wysyłane z mojej strony. To były rozmowy, które nic nie dały, a przy tym każde miało rację. Prowadziliśmy praktycznie dwa osobne życia. Koniec końców mój mąż postanowił walczyć o Nasze małżeństwo wszelkimi dostępnymi środkami. Łącznie z rezygnacją z pracy. To była dla nas długa i żmudna droga podczas której jednak pojawiło się światełko w tunelu – tego się trzymaliśmy..
Wracając do sedna – gdy pojawiło się owe światełko, kiedy to mąż zrezygnował już z pracy, pojawiła się także propozycja od kontrahenta byłego już pracodawcy męża. Propozycja krótkiego kontraktu, by mógł dokończyć to co rozpoczął. Po wielu przemyśleniach i dyskusjach stwierdziliśmy, że po pierwsze – należy odpowiedzialnie dokończyć pracę. Po drugie – przychód z tegoż kontraktu zapewniłby pewien zapas i dał możliwość spokojnego i dłuższego zastanowienia się co dalej, jak żyć.
To był pierwszy kontrakt, Pomimo mojego wielkiego strachu i stresu , pomimo mojej niechęci wyjechałam z mężem.To był dla mnie olbrzymi krok.
Nie pracowałam w tym momencie więc mogłam sobie na to pozwolić. I tak się to zaczęło. Pojawiły się kolejne propozycje, a ja zrozumiałam, że można żyć inaczej. Niestandardowo, że to może się udać. I zaryzykowaliśmy.

I takim sposobem mieszkaliśmy i żyliśmy razem w Szwajcarii, Niemczech, Austrii, Holandii, Japonii i RPA. W Japonii spędziliśmy razem sumarycznie prawie rok, mój maż ponad półtora. Zwykle oczywiście mąż przebywa na wyjeździe dłużej, ja do niego dołączam okresowo w miarę możliwości. W dalszym ciągu, siłą rzeczy, bywają też samotne wyjazdy męża. Tak czy owak staramy się jednak zbilansować czas wyjazdów i czas spędzany w domu. Po każdym długotrwałym wyjeździe staramy się zapewnić tygodnie czy nawet miesiące wspólnego bycia i życia w domu. Tak więc prowadzimy dwa przeplatające się życia: jedno wyjazdowe, na walizkach, zapracowane, w dużej części jednak wspólne i drugie domowe ze wszystkimi jego wyzwaniami, 24/7 razem. Każde ma pozytywne i negatywne strony, każde wiele daje ale i wiele wymaga. A ich łączenie jest wyższą szkołą logistycznej jazdy – niemniej jednak dla nas okazało się najlepszym rozwiązaniem.
Być może brzmi jak bajka, ale to życie – mamy wzloty i upadki, lepsze i gorsze dni. A żebyśmy mogli realizować taki plan potrzebujemy wsparcia rodziny i przyjaciół.

I o tym jest ten blog.  O tym , że można wybrać własna ścieżkę.
Chcemy się podzielić z wami naszymi doświadczeniami i podróżami.

 

Dzień Naszego ślubu. Po dwóch latach od tamtego momentu rozpoczęliśmy wyjazdowe życie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *